Salony fryzjerskie w Thimphu, stolicy Bhutanu, przeżywają oblężenie po zakończeniu 40-dniowej ogólnokrajowej kwarantanny – donosi dziennik „Kuensel”. W małym kraju, wciśniętym między Chiny i Indie, zanotowano tylko 859 przypadków koronawirusa. Jedna osoba zmarła na Covid-19.

Kiedy władze odwołały krajową kwarantannę w poniedziałek 1 lutego, mieszkańcy Thimphu przypuścili szturm na zakłady fryzjerskie. W dzielnicy Thromde do fryzjera ustawiają się 3-godzinne kolejki.

Już drugiego dnia zakład LM Bhutanese Barber, który w „normalnych” czasach obsługuje 30 osób, miał 70 klientów. Trzech fryzjerów pracuje bez przerwy.

W grudniu ubiegłego roku Shiva Raj Thapa otworzył nowy salon fryzjerski w dzielnicy Babesa, lecz zanim zdążył przyjąć pierwszych klientów, 23 grudnia władze ogłosiły drugi ogólnokrajowy lockdown. Przez trzy poprzednie dni w bhutańskich mediach społecznościowych krążyły pogłoski o nowych zakażeniach koronawirusem i ludzie ruszyli na targi zaopatrzyć się w prowiant.

W chwili ogłoszenia drugiej krajowej kwarantanny w 700-tysięcznym Bhutanie wykryto 479 przypadków koronawirusa. Przez następne dni liczby rosły. 7 stycznia zmarł 34-letni mężczyzna – jedyna ofiara pandemii w kraju.

Zanim władze po 40 dniach odwołały kwarantannę, wykonano 280 tys. testów na koronawirusa w całym kraju. Dziennik „Bhutanese” podaje, że w tym okresie w blisko 100-tysięcznym Thimphu testowano mieszkańców miasta aż 140 tys. razy.

Według dziennika „Kuensel” w przeciwieństwie do zatłoczonych męskich zakładów fryzjerskich, wciąż puste są salony piękności. Popularny w stolicy salon Namtra od otwarcia 1 lutego miał tylko 10 klientek.

Mimo odwołania ogólnokrajowej kwarantanny, odwiedzający kraj goście muszą odbyć 21-dniową kwarantannę.

Paweł Skawiński (PAP)

Źródło: www.pap.pl